niedziela, 27 listopada 2011

Geneza - Peja

Na starcie geneza, wyrobiona rapu teza


Obrać stały kierunek, wciąż wiedzieć dokąd zmierzam


Nie walcząc o przymierza, nie specjalnie się zwierzać


Mówić to co czuje, pod bit rapem uderzać


Nowe kraje przemierzać, swoim stylem namieszać


Tych biedaków pocieszać, co na start nie mieli szansy


Tak samo jak ja, każdy z nich ma swój świat własny


Lecz zdołałem zebrać siły by się przeciwstawić fatum


Przeznaczenia nie oszukam, się pokarze światu


Krzyczę się nie chowam, jak strusia w piasek głowa


To nie leży w mej naturze bo wiem jak się zachować


Siebie szanować, to z cała resztą mi wyjdzie


Omijam tych co zarobić chcą na ludzkiej krzywdzie


Gdy emocje opadają bardziej racjonalnie myślę


Gdy ulegam pod naciskiem, z gniewem walczę gniew zwyciężam


Trzymać się ściśle ostatniej deski ratunku


Atak najlepsza obroną będę walczył do skutku


Atak najlepsza obroną nadal spora dawka smutku




Chcesz zapytaj Rycha czy pożarła Rycha pycha?


Ta geneza to wstęp, nieśmiertelna klasyka


Chcesz zapytaj Rycha czy pożarła Rycha pycha?


Ta geneza to wstęp, nieśmiertelna klasyka




Więcej szmalu i problemów mam to też nie wiedzieć czemu


Mam się tłumaczyć każdemu, że inaczej to wygląda


Że to nie tylko klipy, koncerty hajs na kontach


Że robota cały rok, bez jakiejkolwiek zaliczki


Ślęczenie nad kartkami z treścią pozbawioną fikcji


Przy świetle zapalniczki, na prędkości nakreślone


Gdzieś na klatce schodowej, gdzie światło wyłączone


Było dzieło dokończone, sukcesem uwieńczone


Kocham to do tego stopnia, niczym tego nie zastąpię


Studio, nigdy nudno tętni życiem, piękne gówno


Tylko prosto w dziesiątkę trafia Rychu z pracą żmudną


Związany z tym od rana dla mnie ważne nagrania


W drodze do muzycznych świątyń wykazuję swe starania


Wszystko robić by chciał na raz, na początek surowizna


Podkład pijot łatwizna plus liryczny terrorysta


Tak R.A.P. powstaję nowa blizna


Skazana na sumienie bohaterów moich nagrań


Zawarte obserwacje Rycha Peji z mego świata


Czym chata bogata, chociaż nie zawsze tak było


To i tak się jakoś żyło, nawet nie raz lepiej było


Pieniądz czyni mnie próżnym, jego brak do działań zmusza


Do różnych puszek wrzucam choć sumienie mnie nie rusza


W sercach głazy rozkruszam, a dzieciaków nie pouczam


Do niczego ich nie zmuszam, jeśli same nie chcą słuchać




Chcesz zapytaj Rycha czy pożarła Rycha pycha?


Ta geneza to wstęp, nieśmiertelna klasyka


Chcesz zapytaj Rycha czy pożarła Rycha pycha?


Ta geneza to wstęp, nieśmiertelna klasyka




Tracę kontakt z ulicą i to na własne życzenie


Bo ulica dziwnie patrzy, bo sukcesu noszę brzmienie


Każde zawistne spojrzenie tylko dlatego że jestem


Chciałbyś mnie oceniać choć nie znałeś mnie przedtem


Bo gdy hip hop nie był modny, nikt nie miał szerokich spodni


To Peja z Ajsmenem byli tego rapu głodni


Dla otoczenia chłdni, zarażali swą pasją


Królik z Adamo się zetknęli z fascynacją


Plus ekipa z westu razem z nimi getto braster


A Medi Top z Dżersi był prawdziwym autblastem


Z rapem na miasto w eskulapie wtedy dicho


W tropsie seks z muzyczna kichą wszyscy śmiali się z politą


Fani patrząc krzywo niech Peja będzie przeklęty


Bo prawdziwy rap to był dla nich wtedy istny [?]


Daimont z psychozami Boss i Diper nic nie kumasz?


Chociaż ten rap był grany nie za czasów old schoola


Nie czas się rozczulać tylko poszydzić z tych wszystkich


Dla których rap jest cool, chcą z rapu czerpać zyski


Ja lider starej szkoły każę wam odrobić lekcje


Tu idzie o historie, klasykę, perfekcje


Weź wypierdalaj jak nie lubisz rapu, pieprz się


Tyle pał się tym zajmuję, nic nie wiedząc o tym więcej




Nie znasz tego rapu, odpierdol się od rapu


Nie czujesz tych klimatów, odpierdol się od rapu


Nie wczuwasz się za bardzo, to wczuj się w moje fatum


A prawdziwy rap zostaw dla dobrych wariatów




Nikt mnie nie lubi i jest ok


Nikt mnie nie lubi i jest ok (ok., ok., ok., ok. )


Nikt mnie nie lubi i jest ok


Nikt mnie nie lubi i jest ok (ok., ok., ok., ok. )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz